Kiedy emocje wracają ze zdwojoną siłą – o języku pism w sprawach wodnych
Sprawy związane z wodą potrafią budzić ogromne emocje. Zalana działka, podmokły ogród, niedrożny rów, zmienione stosunki wodne czy problem z odprowadzaniem deszczówki dotyczą przecież nie tylko przepisów i dokumentów. Często dotyczą naszego domu, bezpieczeństwa, pieniędzy i poczucia sprawiedliwości.
Nic więc dziwnego, że pisma kierowane do urzędów, sąsiadów czy innych uczestników postępowania bywają pisane pod wpływem silnych emocji. Złość, poczucie bezsilności czy przekonanie, że ktoś postępuje wobec nas nieuczciwie, mogą znaleźć swoje miejsce na papierze.
Problem polega na tym, że pismo zostaje znacznie dłużej niż emocja, która towarzyszyła jego napisaniu.
Papier nie zapomina
Wypowiedziane w emocjach słowa mogą zostać zapomniane. Pismo jest inne. Trafia do akt, może być analizowane przez urzędnika, pełnomocnika, sąd, biegłego czy drugą stronę postępowania.
To, co w chwili pisania wydawało się jedynie mocnym wyrażeniem własnego stanowiska, po kilku miesiącach może zostać odczytane jako konkretne twierdzenie, zarzut albo przyznanie określonych okoliczności.
Szczególnie w sprawach wodnych ma to znaczenie, ponieważ postępowania często dotyczą zdarzeń rozciągniętych w czasie. Dzisiaj piszemy o tym, co wydarzyło się „od zawsze”, a za kilka lat ktoś może wrócić do naszego pisma i zapytać: co dokładnie mieliśmy wtedy na myśli?
Emocjonalny język może przesłonić najważniejsze fakty
W sprawach dotyczących wody najważniejsze są zazwyczaj konkretne informacje: gdzie znajduje się działka, jak przebiega rów, w jaki sposób woda przepływa, kiedy pojawił się problem, jakie prace zostały wykonane i jaki był ich skutek.
Tymczasem emocjonalne pismo może koncentrować uwagę na ocenianiu ludzi.
„Sąsiad celowo zalewa moją działkę”.
„Urząd niczego nie robi”.
„To skandaliczne działanie”.
„Od lat wszyscy wiedzą, kto jest winny”.
Takie zdania mogą być zrozumiałe jako wyraz frustracji, ale niekoniecznie pomagają rozwiązać problem. Co więcej, jeżeli nie potrafimy ich później udowodnić, mogą stać się dodatkowym źródłem konfliktu.
Dlatego zamiast pisać, że ktoś „celowo” doprowadził do zalewania, często bezpieczniej jest opisać konkretne działanie, jego datę i obserwowany skutek.
Fakty są zazwyczaj znacznie silniejsze od emocjonalnych ocen.
Największym przeciwnikiem może być własne pismo
W postępowaniach administracyjnych warto pamiętać o jednej prostej zasadzie: zanim wyślemy pismo, dobrze jest przeczytać je jeszcze raz następnego dnia.
To, co wydawało się oczywiste wieczorem, rano może wyglądać zupełnie inaczej.
Warto zadać sobie kilka pytań:
-
Czy każde zawarte w piśmie twierdzenie jestem w stanie udowodnić?
-
Czy odróżniam fakty od własnych przypuszczeń?
-
Czy opisuję zdarzenia, czy oceniam osoby?
-
Czy moje sformułowania mogą zostać wykorzystane poza kontekstem?
-
Czy za kilka lat nadal podpisałbym się pod każdym zdaniem?
Ten ostatni punkt jest szczególnie ważny.
W sprawach wodnych warto zostawić emocje poza aktami
Nie oznacza to, że emocje są nieważne. Wręcz przeciwnie — za wieloma postępowaniami wodnymi stoją realne problemy i wieloletnie konflikty sąsiedzkie.
Jednak pismo urzędowe powinno przede wszystkim porządkować problem, a nie go eskalować.
Zamiast pisać o złej woli, lepiej opisać działanie. Zamiast przypisywać komuś intencje, wskazać skutek. Zamiast używać mocnych określeń, przedstawić dokumenty, zdjęcia, daty i obserwacje.
Bo emocje, które dzisiaj dają poczucie, że „wreszcie powiedzieliśmy, co myślimy”, jutro mogą wrócić ze zdwojoną siłą — już nie jako emocja, lecz jako fragment dokumentacji.
A kiedy konflikt dotyczący wody trafia do kolejnych instytucji lub na wiele lat do akt sprawy, każde słowo zaczyna mieć swoją wagę.
Dlatego zanim wyślemy emocjonalne pismo, warto zrobić jedną rzecz: odłożyć je na chwilę, ochłonąć i przeczytać je tak, jakby napisał je nasz przeciwnik.
To często wystarcza, żeby zmienić kilka zdań, które później mogłyby kosztować nas znacznie więcej niż ich napisanie.